piątek, 14 marca 2008

Nie miał człowiek problemu to wysłali go do lekarza

Studia inżynierskie mają mnóstwo plusów, chociażby liczne zajęcia laboratoryjne. Naturalnie wiąże się z tym pewien mankament w postaci okresowych badań lekarskich, jakby to ująć, wyższego stopnia. Spirometria, laryngologia, morfologia krwi, RTG klatki piersiowej i parę innych.

Z moich poprzednich doświadczeń z lekarzami wiedziałem co może mnie czekać. Zaopatrzony w drugie śniadanie, książeczki zdrowia wszelkiej maści i masę wolnego czasu udałem się do rejonowej przychodni. Oczywiście swoje w kolejce trzeba odstać, nie ma przebacz. W trakcie tych 45 minut bezczynnego gapienia się w plecy osób stojących przed moją skromną osobą oraz słuchania złej_jak_osa_pani_recepcjonistki naszły mnie myśli:
a) W recepcji siedzi 5 osób, ale mimo to się nie wyrabiają
b) Gdybym musiał cały dzień słuchać tych wszystkich starowinek też pewnie bym sfiksował
c) Podchodząc do okienka trzeba dodać otuchy zestresowanym pracownicą służby zdrowia
Zgodnie z myślą c* przyodziałem mój najbardziej rozbrajający uśmiech oraz nastawiłem się na niekonfiktowość. Chciałem jeszcze notes wyjąć, żeby nie pytać o wszystko dwa razy ale starannie zapisywać, lecz uznałem to za przesadę.
Pani_w_okienku na moje szczere "dzień dobry" (które z uwagi na pancerną szybę oddzielającą petentów od obsługi mogło zabrzmieć inaczej...ciekawe po co ją tam wstawili, bo chyba nie po to żeby było gdzie przyklejać ogłoszenia) odpowiedziała lekkim zaskoczeniem. Jak można "odpowiedzieć zaskoczeniem"? Spróbujcie wyżej wymienionej metody to się dowiecie.
30 sekund później byłem już w drodze do drugiej przychodni, która miała aż trzech lekaży medycyny pracy na pokładzie. Wskazówki co by nie było były dokładne "podjedzie pan tramwajem do cmentarza, a potem to już tylko rzut beretem na lewo od torów". Jakoś mi się tak lekko na duchu zrobiło, że nie idę na jakiś poważny zabieg.

Przychodnia na ulicy_o_bardzo_długiej_nazwie 8 do dojść ciekawy twór architektoniczny. Zbudowana na planie prostokąta z pustym środkiem na ogródek i ławkę. Dobrze, że ktoś z administracji pomyślał o zabarykadowaniu drzwi do ogrodka, bo jeszcze ktoś mógłby wpaść do ogromnego dołu jaki się tam wykopali...pewnie z polecenia tego samego administratora budynku.

Organizacja w tym przybytku zdrowia i (nie)szczęścia była postokroć lepsza. Przy samej rejestracji znalazłem tabliczkę z rozpiską gdzie i kiedy urzędują poszukiwani przez mnie lekarze. Kolejne pół godziny poświęciłem snując się po korytarzu w oczekiwaniu na moją kolej. Nieodzowny element krajobrazu każdej przychodni lekarskiej, jakim są starowinki, był bardzo ucieszony gdy opuszczałem gabinet po 5 minutach. A mówią, że emeryci nie powinni pracować.

Nie była to wizyta zmarnowana, o nie. Owszem, mogę wykonać tutaj wszystkie badania ale nawet z zniżką studencką będzie to kosztować, bagatela, 250 złotych. Tyle na temat darmowej służby zdrowia i bezpłatnej edukacji. Uzbrojony w notes i ołówek postanowiłem wyciągnąć z tej wizyty ile się da. Wliczając w cennik badań i adresy instytucji gdzie mogę zrobić badania za darmo. Oczywiście wlicza się w to uczelniana przychodnia (gdzie pewnie dostanę skierowanie na bezpłatne badania do przychodni przy cmentarzu. Nie jestem hobbitem, żeby jeździć w te i z powrotem), oraz parę nazw ulic których nigdy nie słyszałem.

Bynajmniej, nie byłem wzburzony jak przeciętny obywatel odsyłany od Kajfasza do Annasza. Ja mam czas (do 31 września), cierpliwość (do czasu) i z zasady nie zrażam się niepowodzeniami. Z przejść tych wyciągnąłem parę wniosków, które mogą przydać się na przyszłość:
1. Jeżeli na dzień dobry obdarzę kogoś uśmiechem, osoba ta jest bardziej skłonna do współpracy
2. Posiadanie komórki z tunerem FM to dobry pomysł. W przychodniach nie najgorzej radio odbiera i zagłusza ględzące starowinki. Trzeba tylko pamiętać aby zabrać słuchawki. Dobrze, że nie zdążyłem zamknąć drzwi do mieszkania.
3. Osoby w kolejce zdecydowanie za dużo plotkują jak na mój gust. Radio się przydaje.
4. Trzeba lepiej poznać dalsze tereny swojej dzielnicy. Nawet nie wiedziałem, że rzut beretem od siebie mam przychodnię specjalistyczną. Rejonizacji już nie ma, przepisanie się to kwestia paru godzin, a i obsługa jakaś milsza.


*Była też myśl "d) Prywatyzacja służby zdrowia to naprawdę dobry pomysł", ale nie zdążyłem się głębiej nad nią zastanowić - moja kolej do okienka.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nie jestem hobbitem, żeby jeździć w te i z powrotem (c)

<3

Lidia pisze...

Swieta prawda ;). Przezylam prawie to samo zalatwiajac papiery od lekarza medycyny pracy...